Monday, May 15, 2017

EUROVISION 2017

Na wstępie, chciałabym serdecznie podziękować każdej jednej osóbce, od której w sobotę otrzymałam życzenia urodzinowe - było ich mnóstwo, zarówno w wiadomości prywatnej na Facebooku, Instagramie, jak również pojawiły się one w skrzynce mailowej. Jesteście niemożliwi, bardzo miło mnie zaskoczyliście - jeszcze raz dziękuję!

Drugi tydzień miesiąca maj wiąże się nie tylko z moimi urodzinami, ale również finałem Eurowizji, którą oglądam niemalże co roku (z zeszłoroczną opinią możecie zapoznać się TUTAJ). Traktuję ją jako wydarzenie muzyczne, w którym liczyć powinna się przede wszystkim muzyka - prawdziwa, mająca konkretny przekaz. Niestety, z biegiem lat, staje się ona typowo komercyjno-politycznym świętem, gdzie - w głównej mierze - liczy się wkład włożony w wizualne przygotowanie konkretnego występu. Muzyka wartościowa zostaje zepchnięta na boczny tor, ustępując typowej komercji, w której pierwsze skrzypce grają efekty świetlne..

Tegoroczny finał Eurowizji bardzo mi się spodobał. Co prawda, zabrakło paru artystów, za których trzymałam kciuki (Słowenia, Bułgaria), a także jestem ogromnie rozczarowana miejscem, jakie zajęła Polska, aczkolwiek, generalnie, nie uważam czasu spędzonego na śledzenie występów za stracony.


Co do występu Polki:
Kasia Moś ma kawał głosu, który byłaby w stanie uwydatnić w innym, bardziej charakterystycznym utworze. Flashlight, na nasze nieszczęście, to piosenka "jedna z wielu", jakie pojawiły się wśród eurowizyjnych propozycji. Niemniej jednak, występ (zarówno w ćwierćfinale, jak i finale) był dobry, nie ma się do czego  przyczepić..

Skoro już wspomniałam o wokalistach, za jakich trzymałam kciuki, poniżej prezentuję listę utworów, które przypadły mi do gustu, wraz z krótkim uzasadnieniem:


Portugalia była moim faworytem od samego początku. Piosenka nietuzinkowa, nieprzeciętna, kojarząca się z dobrym kinem Starego Hollywood. Wyśpiewany w transie wiersz, który wyszedł spod portugalskiego pióra. Pomimo iż za romantycznymi klimatami nie przepadam, zdołała skraść moje serducho...CUDO!
Odkąd usłyszałam utwór zaprezentowany przez duet z Rumunii, moje myśli niemalże aż do samego finału opanowywało "yodeleiii..". Piosenka być może bez żadnego większego przekazu lirycznego, a za jej sukcesem stoi tylko i wyłącznie jodłowanie...ale za to jak pozytywna i w trymiga zapadająca w pamięć!
Zaśpiewanie piosenki na dwa głosy? Pan z Chorwacji udowodnił, że scenę można podbić i tak! Z jednej strony włoski śpiewak operowy, biorący swoje życie "na poważnie", z drugiej zaś - radosny, beztroski człowiek emanujący wiecznym, ciut niepoprawnym optymizmem...właśnie w ten sposób odebrałam tenże występ. Szkoda, że jego talent tak słabo został doceniony przez eurowizyjne jury...Zasługiwał na więcej..
 
Całkiem przyzwoitą piosenkę zaprezentował również Austriak, u którego wyczułam inspirację Justinem Timberlake. Czy tylko ja? :-)
Jako rockowej duszy, do gustu przypadła mi również piosenka zaprezentowana przez Ukrainę. Czuć w niej nowoczesność oraz lekką inspirację zespołem Linkin Park. Być może (ze względu na gatunek muzyczny) nie jest to piosenka trafiająca do każdego, aczkolwiek bardzo przyjemna w odbiorze. Jestem na "tak"!
Występ Blanche również zaliczam do udanych, choć, osobiście, bardziej spodobała mi się druga część utworu. Całość dość "ciężka", "specyficzna", acz bardzo interesująca.
Jak już wspomniałam wcześniej, byłam również za Słowakiem, który wykonał piosenkę wyrwaną rodem z zakończenia filmu. Szkoda, że nie zakwalifikował się do finału..

...jak również Bułgarem, który - jak dla mnie - za parę lat, ma szansę osiągnąć sukces wyższego szczebla.
Są to prawdopodobnie wszystkie typy, jakie zdołałam zapamiętać po trzech dniach śledzenia wydarzenia, o którym mowa w tekście..
 
Okazja na następne podsumowanie - za rok!  
K.