MILIONERKA

W ostatnim czasie miałam możliwość zapoznania się z książką autorstwa Ewy Winnickiej, noszącej tytuł: "Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej Johnson".  Zasiadając do lektury, wiedziałam tyle, co nic - Barbara Piasecka Johnson to żona TEGO Johnsona, od TYCH Johnsonów, z TEJ firmy Johnson&Johnson. Informacji w Internecie było mnóstwo, przeważały sprzeczne i w głównej mierze niezbyt przychylne. Zanim jednak zakończę temat na stwierdzeniu, które zapewne skutecznie zniechęciłoby Was do spojrzenia na okładkę, chciałabym nieco przybliżyć Wam postać Barbary, której to postanowiłam poświęcić dzisiejszy, dość rozbudowany i szczegółowy wpis. Z perspektywy własnej, popartej ww. biografią - nie Internetu..




Tak więc, od początku..

Rola kobiety w społeczeństwie od dawna sprowadzała się do stopnia matki, żony i "niewolnicy" własnego domostwa. Barbara Piasecka postanowiła złamać  regułę, chcąc osiągnąć w swoim życiu coś więcej, aniżeli założenie rodziny. Postawiła sobie cel: spełnienie swoich najskrytszych marzeń oraz zapewnienie sobie godnego życia (...)

Barbara przychodzi na świat w Staniewiczach, jako czwarte dziecko Pelagii i Wojciecha. Matka choruje, ojciec natomiast jest rolnikiem. Po zmianie granic państwowych (od roku 1945 wieś ta przypisana została terenowi Białorusi), wraz z rodziną zamieszkała w Zacharzycach, położonych nieopodal Wrocławia.

Z ww. książki dowiadujemy się, że Barbara w roku 1965 zdała maturę. Następnie, po krótkim okresie przerwy, podjęła studia rolnicze, jednak nie podeszła do żadnego egzaminu. Po jakimś czasie, próbowała dostać się na biologię i filozofię - bezskutecznie. Ciągle poszukiwała swojej drogi. Drogi, która okaże się dla niej właściwa...Dalej, podjęła naukę na kierunku humanistycznym, jednak wytrzymała zaledwie jeden semestr. Finalnie ukończyła historię sztuki, która okazała się jej zamiłowaniem. W roku 1966 odebrała dyplom. Miała wówczas dwadzieścia dziewięć lat. W dzisiejszych czasach, szybko zostałaby posądzona o wieczny "studentyzm" - o ile takowe słowotwórstwo jest dopuszczalne w języku polskim..

Barbara to średniego wzrostu blondynka o zielonych oczach. O jej względy walczyło wielu mężczyzn, jednakże ta częściej zawierała znajomości nie z rówieśnikami, a starszymi mężczyznami. Nie interesowało jej założenie rodziny i prowadzenie "banalnego" życia, o jakim słyszała od koleżanek. Jak dowiadujemy się z książki biograficznej, w 1967 roku Barbara urządza pożegnanie, podczas którego informuje swoich przyjaciół, że "jeśli wróci, to tylko rolls-royce'em" (...)

Po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych, Barbara trafiła do domu rodziny Johnsonów, gdzie została zatrudniona przez drugą żonę Johna Sewarda Johnsona - potentata branży kosmetycznej, w charakterze kucharki. Jako że Barbara talentu względem gotowania nie posiadała, została "przekwalifikowana" na pokojówkę. Miała wiele dylematów względem swojej pracy - jako historyk sztuki oczekiwała czegoś więcej, aniżeli ciągłego zmywania i sprzątania. Monotonne to i nudne.
Nie ma co się dziwić, że zapragnęła realizowania się w zawodzie, jaki zdobyła.
Po roku pracy, Barbara zrezygnowała z pracy pokojówki. Seward Johnson zaproponował jej wówczas  stanowisko kuratora swej nowej kolekcji dzieł sztuki. Nie bez powodu - Seward lubił otaczać się młodymi kobietami, a Barbarę upatrzył sobie niemalże od razu (podobno pierwszym komentarzem, jaki usłyszała na swój temat od swojego przyszłego męża, było: masz twarz jak ziemniak...niezwykle romantyczne rozpoczęcie znajomości, prawda? 😄). W roku 1971 została jego trzecią żoną, a już rok później rozpoczyna się budowa rezydencji Jasna Polana, pod Princeton w stanie New Jerset, której prezencja zależała tylko i wyłącznie od wizji Barbary.

Małżeństwo Johnsonów trwało dwanaście lat, aż do śmierci mężczyzny na Florydzie. Po tym wydarzeniu, jego dzieci  wytoczyły proces Barbarze, która według testamentu, odziedziczyła cały majątek. Ostatecznie, ustanowiono ugodę wobec której przyznane zostało 350 mln dolarów Barbarze oraz po 30 mln dolarów dla każdego z dzieci Johnsona - po 30 milionów? Dolarów? Mało. Ochłap. Totalny ochłap. Współczuję, nie wystarczy nawet na waciki..
W roku 1974 zarejestrowana została The Barbara Piasecka Foundation - fundacja finansująca m.in. edukacyjne pobyty polskich naukowców i studentów w Stanach Zjednoczonych. Dzięki hojności Barbary, w Polsce powstał Instytut Rozwoju Dziecka, przedszkole dla dzieci autystycznych w Gdańsku, a także Dom Matki i Dziecka w Gnieźnie. Barbara Piasecka Johnson chciała również ratować Stocznię Gdańską. W 1989 roku rozpoczęto negocjacje w sprawie jej wykupienia, ale do transakcji nie doszło.

W roku 1996, nastąpiło przekształcenie rezydencji Jasna Polana w ekskluzywny klub golfowy. Barbara przeniosła się do księstwa Monako, a następnie do Asyżu. W 2009 roku zachorowała na raka. Ostatnie lata życia spędziła w Sobótce pod Wrocławiem.  Zmarła 1 kwietna 2013 roku. Miała 76 lat.

Po zapoznaniu się z książką dotyczącą życia Barbary Piaseckiej Johnson, można z łatwością stwierdzić, że wyjście za mąż za starszego o ponad czterdzieści lat mężczyzny (mógłby zostać jej ojcem, a gdyby mocno się postarał - nawet dziadkiem), wyszło jej na dobre...Dzięki temu, wyrwała się z Europy i rozpoczęła życie na zupełnie innym poziomie, w Stanach Zjednoczonych. Była nieco wybuchowa, kapryśna, miewała napady furii, a także ciosała ludziom kołki na głowie swoją zbytnią pewnością siebie. Mimo że denerwowała swoją porywczą osobowością, a większym szacunkiem i łagodnością traktowała zwierzęta (była ogromną miłośniczką psów), aniżeli ludzi, była osobą o dobrym sercu, chcącą uszczęśliwić wszystkich znajdujących się dookoła siebie. Wraz z mężem finansowała nagrody dla młodych, utalentowanych artystów. Uczestniczyła w wielu akcjach dobroczynnych w Polsce. Przekazała dzieła sztuki na rzecz Zamku Królewskiego. Pokazała, że dzięki determinacji i konsekwencji w działaniu, można osiągnąć to, czego się pragnie (...)

Uważam, że Barbara Piasecka Johnson urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą. Miała w swoim życiu łut szczęścia, który poprowadził ją ku dobrym ludziom. Pomogli jej, dzięki czemu ona mogła pomóc innym. Swoją historią, Barbara  dała nadzieję tym, którzy wątpią w moc swoich marzeń. Udowodniła, że można zostać najbogatszą Polką, nie mając praktycznie nic. Zwiedzić świat.  Mieszkać w luksusowej rezydencji. Spełnić swój American Dream, który dla wielu pozostaje jedynie nieosiągalnym złudzeniem..

...o ile jest to nam pisane (...)

Tymże pozytywnym akcentem, kończę dzisiejszy wywód. Książka napisana została lekkim piórem, w formie niejednoznacznego reportażu, przez co chłonie się ją niczym poranną kawę - z chęcią. Mnie zajęło to około czterech godzin, podczas podróży. Was również serdecznie zapraszam do lektury - można nieco się pośmiać oraz wyciągnąć z niej o zaznać nieco historii. Warto, naprawdę!


Instagram